Sprzątanie „Tamy”: Tylko po co?

Sprzątanie „Tamy”: Tylko po co?

Dzień ziemi i co po nim? Czy powinniśmy się poddać w walce o czystą planetę, bo system nie daje rady? O tym pisze koordynator niedzielnej akcji Sprzątanie „Tamy” w Czerwionce-Leszczynach- Michał Toman.


Dziękujemy, że do nas wpadłeś. Pamiętaj, że jesteśmy medium obywatelskim.
Nie jesteśmy na pasku żadnej lokalnej władzy czy firmy.
Szukamy prawdy!
Już teraz możesz pomóc nam się rozwijać. Zerknij tutaj!
lokalsi.net

Posprzątaliśmy „Tamę”

Dwa dni temu mieliśmy światowy Dzień Ziemi. Portale przepełnione były artykułami, FB postami o tym, byśmy dbali o ziemię. Również na sesji Rady Miejskiej pojawił się temat dbałości o środowisko, głównie poprzez zorganizowaną akcję sprzątania Tamy, którą zorganizowaliśmy jako Stowarzyszenie Polska 2050.

Akcja odbyła się w niedzielę 18.04 i wzięli w niej udział członkowie i wolontariusze Stowarzyszenia. Pozytywnie zareagowały również Stowarzyszenie Aktywni Społecznie i Luxtorpeda, których przedstawiciele pojawili się na akcji. Łącznie w dwie godziny zebraliśmy na skarpie od strony bloków aż 124 worki śmieci o pojemności 60 litrów. Ilość zebranych śmieci nie pojawiła się chyba na żadnym tego typu ekospacerze organizowanym w naszym województwie.

I nie ma się z czego cieszyć, bo nikt w naszej gminie nie jest dumny z tego wyniku. Niestety, doprowadziliśmy do tego my mieszkańcy wyrzucaniem tam śmieci, brakiem reakcji w stosunku do tych, którzy to robią, brakiem wsparcia tych, którzy w niedzielę ten teren postanowili posprzątać.

Bo było i tak, że próbowano mnie zniechęcać jako lidera grupy, która postanowiła zorganizować akcję Sprzątanie „Tamy”. Robiono problemy z odbiorem śmieci. Przekonywano, że jest to niebezpieczna akcja. Pokaleczą się dzieci i dorośli, a tak właściwie to po co to robić, jak to inni śmiecą.

Wielcy też sprzątają?

Z całej naszej akcji jestem dumny. Posprzątaliśmy teren, których wszystkich rozpalał na FB do czerwoności. My jednak wzięliśmy sprawy w swoje ręce. Są jednak rzeczy, które potrafią zastanowić. Jedną z nich jest wyzwanie rzucone przez koncern Coca-Cola. Ma ono na celu zachęcenie właśnie do sprzątania swojej okolicy. Niby to samo, ale gdy się dłużej zastanowimy…

Czy to moralne, że do takich akcji namawia nas jeden z największych „śmieciarzy” naszej planety? Organizacja Break Free From Plastic przeprowadziła niezależną kontrolę, której celem było skatalogowanie plastiku zalegającego w różnych częściach świata. Drugi rok z rzędu, tytuł najbardziej zanieczyszczającej marki w globalnym audycie odpadów uzyskała Coca-Cola. Owszem – prawdą jest, że to konsumenci wyrzucają produkty, które nabywają, a nie koncern.

Tylko diabeł tkwi w szczegółach. To właśnie ten i podobne koncerny od lat bezmyślnie wprowadzają na rynek tony jednorazowego plastiku. Od lat nie wprowadzają kaucji na swoje opakowania. I co ważniejsze, oponują w wielu krajach przeciwko wprowadzaniu skutecznego systemu ROP.

ROP? A co to takiego?

Jest to skrót od Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta. Chodzi o to, by to producent współdzielił koszty selekcji, recyklingu i utylizacji odpadów, które powstały z jego produktu. Wymaga od nas tego dyrektywa unijna, na której wdrożenie termin minął 5 lipca 2020 roku! Prawo to ma przenieść na producentów koszty zagospodarowania odpadami za frakcję żółtą, niebieską i zieloną. Opłaty miałyby trafić w części do gmin, by odciążyć systemy, które już mają. W praktyce na zachodzie gminy odpowiadają za odbiór i zagospodarowani frakcji brązowej (bio) i czarnej (zmieszane). System ten ma wymuszać również do wprowadzania opakowań łatwo poddających się recyklingowi. W systemie najwięcej opłaty płaciłoby się za tetrpacki (mleko, soki) czy opakowania, w których nie dość, że mamy plastik to jeszcze łączymy go z papierem, czy innym tworzywami.
Jak podało Polskie Stowarzyszenie Zero Waste w Polsce opłata za wprowadzenie tony plastiku na rynek wynosi 5 euro (europejskie stawki wahają się od kilkudziesięciu do nawet 630 euro). Od lat samorządy naciskają na rządzących na uregulowanie tej kwestii. Dlaczego wciąż nasze władze zwlekają i zmuszają samorządy do podnoszenia stawek dla mieszkańców? Możemy się tylko domyśleć.

Bez rozwiązań systemowych nie wygramy!

Wszelkie akcje jak sprzątanie „Tamy”, edukacja czy idea zero waste są niezwykle istotne w tym szalonym konsumpcyjnym świecie. Po to, by pokazać, że musimy się zatrzymać. Jest źle, co widać na terenach naszych miejscowości. Niestety, o ile nasze postawy są niezwykle ważne, o tyle nie będą mieć znaczenia, jeśli nie zmienimy systemu. Myślę tutaj o systemie centralnym, proponowanym ustawami. Proponowanym również brakiem wprowadzenia ROP.

Ważna jest także zmiana systemu na poziomie gmin. Nie możemy mieć postaw, które zaprezentował na ostatniej sesji Burmistrz Janiszewski przekonując, że gmina nie może nic zrobić z zaśmieconym terenem, bo nie należy do niej, tylko Skarbu Państwa. Nie można zostawiać mieszkańców, którzy sprzątają za gminę samych sobie i umywać ręce. Te śmieci rozrzucili mieszkańcy. Z tego terenu korzystają również mieszkańcy- głównie Ci, którzy nie śmiecą i płacą stawki. Chcemy płacąc już 29,5zł/os żyć w mieście czystym. Nie chcemy słuchać, że ten papierek leży 2 metry, nie po właściwej stronie.

System i obywatel muszą grać w jednej drużynie. Inaczej przegrają następne pokolenia.

Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia? Chciałbyś nas o czymś poinformować? Chcesz pochwalić się swoimi działaniami?

Więcej w lokalsi.net

Michał Toman

Z wykształcenia chemik, z zamiłowania społecznik. W organizacjach pozarządowych działa od 2012 roku. Współzałożyciel Stowarzyszenia Luxtorpeda, Stowarzyszenia Redukowania Bierności, Stowarzyszenia Aktywni Społecznie. W 2018 roku wybrany na funkcję radnego w Czerwionce-Leszczyny.