Choroba Touretta, afery i zabytki – nasz rząd w pigułce

Choroba Touretta, afery i zabytki – nasz rząd w pigułce

Zastanawiam się jak długo ten kraj i my, jego obywatele będziemy żyć w dziwnej sytuacji totalnego horroru politycznego. Polityka od zawsze powiązana była z aferami i nie jest to w żadnym wypadku autorski wynalazek „niemiłościwe” nam panującej partii rządzącej. Trzeba jednak przyznać, że ta „niemiłościwe nam panująca” wyniosła afery polityczne na wyżyny, co ja piszę, raczej na szczyty Himalajów.


Dziękujemy, że do nas wpadłeś. Pamiętaj, że jesteśmy medium obywatelskim.
Nie jesteśmy na pasku żadnej lokalnej władzy czy firmy.
Szukamy prawdy!
Już teraz możesz pomóc nam się rozwijać. Zerknij tutaj!
lokalsi.net


Nie ma tygodnia, a często nawet jednego dnia w tygodniu, by jak pajacyk z pudełka niespodzianki, nie wyskoczył jakiś znamienity działacz partii rządzącej w aurze aferki, inteligentnej inaczej wypowiedzi, lub „jaśnie nam panujący” nie zaserwowali nam niczym kiepskiego dania z jeszcze bardziej kiepskiej garkuchni jakieś rewelacyjnej ustawy lub rozporządzenia. O losowym wybieraniu obostrzeń, nakazów, zakazów związanych z pandemią już zwyczajnie nie da się ani słuchać, ani pisać. O przestrzeganiu ich z przekonaniem i wypełnieniu obowiązku obywatelskiego nie wspomnę.

Przyszły – niedoszły premier

Zastanawiam się często, z wiedzy jakich ekspertów korzysta nasz rząd. Niestety, odnoszę przemożne wrażenie, że są to ludzie bez podstawowej wiedzy w dziedzinach jakich mają się wypowiadać. Ostatnie odkrycia, dotyczące obdarzonego jakąś niewyobrażalną iskrą bożą przyszłego i raczej już niedoszłego premiera, nie były specjalnym zaskoczeniem, bo nie podejrzewałam tego pana o wyjątkową postawę moralną. Wzburzyły jednak mnie odrażającą reakcją partyjnych kolegów. Oto prezes spółki Skarbu Państwa językiem, jakiego mogliby mu pozazdrościć goście spod najpodlejszej budki z piwem opowiada o tym, jak radośnie łamał prawo w czasach pełnienia funkcji w samorządzie. Jeśli ktokolwiek oczekiwał jakiejś reakcji z kręgów „trzymających władzę”, to się doczekał, chociaż pewnie nie o taką reakcję chodziło.

Naruszanie prawa przez wójta Pcimia pominięto milczeniem, a kwiecisty język wytłumaczono chorobą Touretta. Poważnie? Z jednej strony wierzcie mi – poczułam ulgę, ponieważ zdarza mi się, kiedy obserwuję zachowania, bądź słyszę wypowiedzi ocierające się o poziom umysłowy ameby, rzucić wiązanką, która absolutnie nie przystoi damie, a którą profesor Bralczyk, może nie nazwałby „przeklinaniem ze smakiem”, ale z pewnością doceniłby ogrom wyrażonych emocji. Do tej pory zupełnie nie byłam świadoma z jaką chorobą przyszło mi się zmagać, ponieważ w swej nieświadomości byłam pewna, że po prostu klnę jak przysłowiowy szewc (czemu taką cechę przypisuje się szewcom to muszę sprawdzić). Z drugiej strony jednak dopadł mnie nerw, który znowu zapewnił mi atak nieuświadomionej (do tej pory) choroby. Jak można kpić z chorych na co dzień, borykających się z tą chorobą, tłumacząc zachowania człowieka wulgarnego z własnej nieprzymuszonej woli, tym schorzeniem właśnie.

Czy to już jest dno dna?

Równie wkurzające jest taktowanie obywateli jak totalnych kretynów, myśląc że łykniemy to „inteligentne inaczej” tłumaczenie jak pelikan. No nie, nie, i jeszcze raz nie. Daniel „Przyszły Niedoszły Premier” jest zwyczajnie prostackim człowiekiem. Koniec i bomba, kto wierzy w Touretta u tego pana ten trąba. A swoją drogą, to po wysłuchaniu późniejszego wywiadu z tym panem, gdzie nie padło ani jedno nieparlamentarne słowo zastanawiam się co doprowadziło do tak szybkiego i spektakularnego ozdrowienia; rehabilitacja na NFZ czy modlitwa polskich biskupów i ojca od geotermii.

Ile szkody może wyrządzić własny rząd, który za nic ma rozporządzenia, które sam wydaje…?

Oczywiście, ledwo ucichła afera z Tourettem, to wyskoczyła afera z ogromną troską o zabytki. Szczególnie, gdy zostały nabyte za symboliczne kwoty, a renowacje można sobie zafundować za pieniądze podatników. W naszej polityce w wykonaniu partii „Wystarczy nie kraść” dno to nie jest poziom Rowu Mariańskiego, lecz okolice wewnętrznego jądra ziemi. Cała ta degrengolada jest przerażająca, lecz mnie coraz bardziej martwią skutki, które odczujemy w dalszej perspektywie. Z powodu zawirowań historycznych jesteśmy narodem, który nie ma oporów przed łamaniem prawa. W czasie zaborów, nieprzestrzeganie prawa bywało wręcz bohaterstwem; Drzymała ze swoim wozem cyrkowym, czy dzieci z Wrześni to tylko te znane przykłady. Lecz zaborcy to był wróg, a ile szkody może wyrządzić własny rząd, który za nic ma rozporządzenia, które sam wydaje, a prawo jest tylko wtedy dobre, gdy można je wykorzystać dla swoich celów? Oby następcy nie poszli tą samą drogą, bo raz złamaną praworządność (czyli rządzić i być rządzonym zgodnie z prawem) wcale nie będzie łatwo poskładać.

Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia? Chciałbyś nas o czymś poinformować? Chcesz pochwalić się swoimi działaniami?

Więcej w lokalsi.net

Rola Pierwszej Damy, a raczej jej brak

Ewa Apollo