Polityka to przecież codzienne życie obywateli, czy nam się to podoba czy nie

Polityka to przecież codzienne życie obywateli, czy nam się to podoba czy nie

Coraz bardziej irytują mnie słowa znajomych, mieszkańców i pozostałych ludzi, z którymi rozmawiam, że polityka ich nie obchodzi i to jeden wielki syf. Tylko, że 460 posłów i 100 senatorów zostają wybierani przez wszystkich chętnych i uprawnionych do głosowania obywateli, czyli nas samych. A co dokładnie to oznacza? Ceny na stacji benzynowej czy w sklepach, dostęp do służby zdrowia, edukacja naszych dzieci, poziom podatków i innych zobowiązań, a ostatnio nawet nasze prawa na salach sądowych czy życie intymne i rodzinne zależy w dużej mierze od kilkuset wybrańców narodu. Czemu tak jest? Zapewne – ile ludzi, tyle teorii w tym temacie mogłoby powstać. Ja podzielę się swoją. Właściwie własną opinią na bazie indywidulanego zaangażowania w życie publiczne, śledzenia od wielu lat polskiej polityki i różnych paradygmatów.

Dziękujemy, że jesteś z nami. Jesteśmy portalem obywatelskim. Nie finansują nas żądne samorządy. Jednak by działać i być niezależnym potrzebujemy Twojego wsparcia. Możesz nas wesprzeć poprzez serwis Patronite.

Dziękujemy za Twoje wsparcie.

System wyborczy a polityka

System wyborczy jest delikatnie mówiąc niedoskonały, ale z tym chyba wszyscy się zgadzamy. Jedna z najważniejszych instytucji demokracji wymaga zdecydowanie fundamentalnej naprawy. Już nawet w poprzednim ustroju obywatele mogący głosować nie mogli tak po prostu kandydować. Wobec czego losy państwa nie zależą od milionów Polaków, tylko od garstki decydentów tworzących zabetonowany system i zarządzających partiami politycznymi, wskazujących kandydatów na parlamentarzystów. Czy jesteśmy w stanie zatem ocenić poziom intelektualny czy etyczny osób, które widzimy na listach wyborczych i którym powierzamy swój los? Czy możemy mówić o wyborze najlepszych przedstawicieli narodu gdy wiemy, że rekomenduje ich jakiś prezes, przewodniczący czy inne gremium decydentów? A może po prostu lubimy godzić się z tym, żeby ktoś za nas decydował i mówił nam jak mamy żyć? Wobec czego, jeśli nie tworzymy i nie jesteśmy w jednej lub drugiej partii, to nie mamy większego wpływu na to jak mogą funkcjonować, np. szpitale, sądy, szkoły, gminy, itd. Czyli na losy państwa i naszych wspólnot lokalnych.

To politycy powinni słuchać wyborców, nie na odwrót

Czy polscy posłowie i senatorowie nie powinni, podobnie jak np. w Anglii, słuchać przede wszystkim swoich wyborców z okręgu? Zamiast być lojalnym wobec danego prezesa czy przewodniczącego i jednej lub drugiej partyjnej ideologii? A może Lord Norman Lamonte, przemawiający w Polskim Sejmie w 2001 roku, podczas konferencji zorganizowanej na rzecz JOW (Jednomandatowe Okręgi Wyborcze) miał rację mówiąc: „Od jednego głosu zależy moja polityczna przyszłość?”.

W Wielkiej Brytanii od zawsze funkcjonuje mechanizm, gdzie mieszkańcy wybierający kandydata do parlamentu znają jego dokonania, a wybrani przedstawiciele ciężko pracują na swoją pozycję i mają w większości znaczne poparcie społeczne. W takim systemie poseł musi stale współpracować (czytaj: wsłuchiwać się) ze swoimi wyborcami. Inaczej wyrośnie mu konkurent, który jedynie przez poparcie mieszkańców danego okręgu, bez namaszczenia przez partię, może z nim wygrać i zmienić go w przysłowiowym fotelu. Powyższe rozwiązanie niesie za sobą kolejne konsekwencje. To lider, szef grupy niezależnych posłów musi słuchać kolegów, którzy zrobili go przywódcą, a nie odwrotnie. Polskie partie wodzowskie są natomiast przykładem hierarchicznej władzy. My potrzebowalibyśmy jednak bardziej demokratycznych i partycypacyjnych systemów. Kompromisowych ugrupowań czy frakcji, które na rzecz dobra wspólnego i reprezentowania swoich wyborców, przeciwstawiają się partykularnym interesom wodzów i głosują zgodnie ze swoim sumieniem i postulatami wyborców.

Polityka krajowa

W Polsce, dostęp do polityki krajowej dla ludzi mających własne zdanie, ekspertów w różnych obszarach czy specjalistów z wielu dziedzin życia publicznego jest mocno ograniczony. Podobnie się ma sytuacja w niektórych samorządach lokalnych, ale to już temat na osobny wątek. Uzgadnianie ważnych dla obywateli spraw w formie otwartych i merytorycznych dyskusji, debat czy ścierania się na argumenty jest praktycznie fikcją. Czy zmiana metody wybierania naszych przedstawicieli z kilkuset tysięcznego okręgu wobec kilkunastu nieznanych co do zasady kandydatów na posłów, może ewaluować na mniejsze okręgi? Dlaczego obywatele nie mogą wybierać ze znanych sobie sąsiadów, działaczy czy liderów lokalnych? Czy tzw. „jedynka” na liście wyborczej nie powinna być tylko symbolicznym czynnikiem? Najwięcej preferencji dostania się do rządzenia, powinny mieć osoby najbardziej skuteczne, kompetentne i merytoryczne oraz przygotowane do nowej roli. To kandydaci sprawczy i znani ze swojej pracy i działalności w najbliższym otoczeniu czy środowisku powinni mieć szanse reprezentować swoich wyborców? Wybrani posłowie czy senatorowie, wskazani przez liderów partii politycznych w Polsce na podstawie personalnych decyzji, z natury nie mogą mieć swojego zdania i broniącego interesu wyborców.

Być może to nie jest idealne rozwiązanie, ale czy nie warto rozważyć na poważnie wyczekiwanych zmian w zasadach demokracji w Polsce i zacząć np. od fundamentów czyli procesu wyborczego i równości obywateli w dostępie do angażowania się? Odblokowanie dostępu do władzy uchwałodawczej dla pojedynczych obywateli może odmienić życie nie tylko naszego kraju, ale przede wszystkim każdego z nas z osobna. Polityka to odwaga i odpowiedzialność, ale według mnie jedno bez drugiego chyba nie występuje w tej materii.

Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia? Chciałbyś nas o czymś poinformować? Chcesz pochwalić się swoimi działaniami?

Więcej w lokalsi.net

Śmieciowa pasywność, lekiem na całe zło?

Marcin Stempniak

Społecznik, działacz lokalny i pracownik samorządowy. Pomysłodawca i realizator projektów społecznych, w tym dofinansowanych z UE. Współzałożyciel i Prezes stowarzyszenia Aktywni Społecznie ASy. Radny Gminy i Miasta Czerwionka-Leszczyny.