Koper – część 2.

Koper liczy niewiele ponad 20 tysięcy mieszkańców. Miasto położone jest nad morzem i  składa się z dwóch stref: pięknej starówki i strefy przemysłowo-handlowej (portu, firm logistycznych i licznych marketów) otaczającej stare miasto półkolem.

Zabudowa ma charakter typowy dla  miast północnych Włoch. I nic w tym dziwnego, ponieważ przez całe wieki było częścią Republiki Wenecji. Dwujęzyczne napisy sugerują, że ciągle mieszka tu spora włoska mniejszość. Do Triestu jest stąd zaledwie 20 km, zaś na dworcu powita was napis: Koper/Capodistria. Kto lubi takie klimaty, temu miejsce na pewno przypadnie do gustu.

Jak to nad Adriatykiem bywa nie spodziewajcie się tutaj piaszczystych plaż. Tuż obok portu znajduje się niewielkie kąpielisko. Ma niezbędna infrastrukturę i jest tu czysto, ale dno jest oczywiście kamieniste. Plażuje się na trawniku. Na zachód od centrum miasta znajdziecie coś na kształt błoni, długi trawiasty obszar położony nad samym morzem. Także tutaj przygotowano zejścia do wody, toalety, prysznice. Teren podzielony jest na ogrodzony wybieg dla psów, teren gdzie można plażować z psami i strefę wolną od czworonogów. W tym miejscu nie ma – w odróżnieniu od plaży w centrum – miejsca, gdzie da się skakać do wody. 

Jeden z kolegów powiedział mi, że po tym jak uprawiałem snorkeling na rafie w Egipcie pływanie z maską w Adriatyku nie będzie już robiło na mnie wrażenia. Nieprawda. Mogłem przez dziesiątki minut pływać przy skałach i obserwować podmorskie życie. Prawdą jest, nie ma tu ani takich kolorów, ani okazów jak żółwie czy płaszczki. Ale i tak jest fajnie. W pewnym momencie natknąłem się na meduzę, która wygląda jak sadzone jajko z fioletowo-granatowymi czułkami. Byłem zachwycony. Po chwili miałem pietra, bo się okazało że meduzy mnie otoczyły. Moje cielsko musiało wykazać się zwinnością niczym Kung Fu Panda, żeby przypadkiem którejś nie dotknąć i nie doznać poparzenia. 

O ile Koper ma swój urok, o tyle położny niedaleko Piran okazał się prawdziwą perłą i jednym z fajniejszych miasteczek jakie widziałem w życiu. Zresztą całą podróż autobusem wzdłuż wybrzeża i przejazd przez takie miasta jak Izola i Portoroż, to okazja do podziwiania bardzo urokliwych miejsc i fajnych widoków. 

Autobus jeździ co 20 minut. Komunikacja miejska działała sprawnie. Po centrum Kopru jeździ sieć darmowych, małych busów akumulatorowych o nazwie Kurjerca. Wystarczy pomachać ręką i już. Niestety nie jeżdżą na położony o 15 minut piechotą od centrum dworzec. To nasze doświadczenie z Kopru okazało się jednak odmienne od tego, co usłyszeliśmy od pasażerów wracających z wycieczki do Ljubljany i Jaskini Postojna. Tam podobno było tak tłoczno, że ludzie nie mieścili się w autobusach, a ostatnie linie do stolicy odjeżdżają krótko po siedemnastej. 

Jak już wspomniałem o dworcu (kolejowy i autobusowy są obok siebie) warto zauważyć, że tuż obok znajduje się rezerwat ptaków, gdzie można podziwiać między innymi czaplę białą. Rezerwat wciśnięty jest między ruchliwą drogę z portu i linię kolejową. Jest ogrodzony i nie da się tam wejść. Ptaki można podziwiać tylko z wież widokowych, lub ze specjalnie przygotowanych dziur w drewnianym ogrodzeniu. 

To co mnie zdumiało to statki zawijające do tego w zasadzie niewielkiego portu. Wprawdzie największe statki przewożą nawet po 20 tysięcy sztuk kontenerów, jednak fakt, że w porcie pojawił się taki na 2100 blaszanych pudeł podziałało na moją wyobraźnię. Pomyślcie ile to ciężarówek, ile to kolejowych składów. W trakcie naszego pobytu do portu przybił także BYD Explorer, czyli jeden z ośmiu statków należących do największego na świecie producenta samochodów elektrycznych, przygotowany właśnie do ich transportu. 

Na koniec, dwa słowa o kuchni i cenach. Jedzenie było dobre, bardzo zbliżone do tego co znacie z Chorwacji. Ryby, owoce morza, ale także pljeskavica, a do tego wszechobecna pizza i pasta, czyli wpływy włoskie silniejsze tutaj niż w Chorwacji. Powiedzmy sobie jednak szczerze, Słowenia to kraj w którym nie jest tanio. Od 2007 roku obowiązuje tam euro. Najczęściej usłyszycie tam poza słoweńskim – włoski i niemiecki. Nie brak też Czechów, Polaków jest wyraźnie mniej. To jednak powoduje, że ceny są dostosowane raczej do turystów z Austrii i najbogatszej części Włoch. 

Tak czy siak, warto zweryfikować samemu jak to smakuje ten słoweński Koper.

Previous post Koper