Uwięziony we własnym domu

Uwięziony we własnym domu

O absurdalnych sytuacjach podczas kwarantanny słyszymy od Was ciągle. Do naszej skrzynki trafił list mieszkańca Czerwionki-Leszczyn, który od dłuższego czasu przebywa z rodziną, uwięziony we własnym domu.


Dziękujemy, że do nas wpadłeś. Pamiętaj, że jesteśmy medium obywatelskim.
Nie jesteśmy na pasku żadnej lokalnej władzy czy firmy.
Szukamy prawdy!
lokalsi.net


O kłopotach na kwarantannie i ciężkim kontakcie z sanepidem pisaliśmy już nie raz. Nasz czytelnik poza problemami skontaktowania się z sanepidem ma też problemy w pracy. Przeczytajcie list naszego czytelnika:

Wszystko zaczęło się 14 maja po telefonie znajomego, z którym miałem kontakt parę dni wcześniej. Poinformował mnie, że ma wynik dodatni. Może by mnie to nie zaniepokoiło, ale miałem katar i stan podgorączkowy od rana. Tyle się widzi i słyszy jakie spustoszenie sieje koronawirus, więc postanowiłem zgłosić się na badanie do chorzowskiego szpitala. Telefonicznie powiadomiłem lekarza pierwszego kontaktu o sytuacji i otrzymałem skierowanie na badanie. Na miejscu okazało się, że przyjmują tylko o godzinie 10:00 oraz 15:00 po 25 pacjentów. Byłem 27 w kolejce, więc musiałem udać się na badanie na następny dzień (15.05). Następnego dnia otrzymałem telefon, że wynik jest pozytywny, a informacja trafiła do rybnickiego sanepidu. Poinformowałem pracodawcę o wyniku pozytywnym oraz o tym, że będę przebywać w izolacji – początkowo do 4.06. Rozpoczęły się próby skontaktowania z sanepidem. W końcu się udało, we wtorek 19.05. Miła pani zebrała od żony wszystkie dane, poinformowała o konieczności założenia aplikacji kwarantanna oraz o zgłoszeniu się do lekarza POZ w celu uzyskania zwolnienia lekarskiego L4 na okres izolacji. Oczywiście, wykonałem telefon do przychodni, lecz uzyskałem odmowę. Lekarz poinformował mnie, iż na sanepidzie spoczywa obowiązek administracyjny nałożenia izolacji w związku z wynikiem dodatnim. Chciałem o tym poinformować sanepid, lecz oczywiście ten kto dzwonił ten wie, że skontaktowanie się z rybnickim sanepidem graniczy z cudem. Oczywiście aplikacja kwarantanna nie działa, ciągle czytamy komunikat, że nie ma nas w systemie i zostaniemy powiadomieni SMS-em o możliwości zalogowania się do aplikacji. Chciałem upewnić się w sanepidzie czy wszystkie dane są poprawne i zakomunikować, że aplikacja nie działa – oczywiście znowu bez skutku.

W czwartek 21.05 dostaję telefon z pracy. Pytanie pada jak usprawiedliwię nieobecność, czy mam L4. Odpowiadam, że nie i znów próbuję zasięgnąć rady lekarza POZ. Kolejny raz słyszę, że L4 nie zostanie mi wystawione, więc po powiadomieniu o tym pracodawcy, odpuszczam ten temat. Aplikacja nadal nie działa, dzwonię do WSSE w Katowicach. Tam słyszę że wojewódzka stacja nie ma wglądu do danych i jeśli aplikacja nie działa to trudno. 27.05 próbuję porozumieć się z sanepidem w celu uzyskania informacji, kiedy dotrze do mnie wymazobus – są telefony oraz e-mail. Żonie udaje się dodzwonić 28.05 o 7:00 rano po całonocnych próbach kontaktu. Pierwsze pytanie od pani z sanepidu dotyczy oczywiście L4. Gdy tłumaczę, że lekarz POZ odmówił wystawienia zwolnienia, słyszę, że mam wymusić to zwolnienie lekarskie, nie dać się zbyć. Pytamy o wymaz. Pani informuje nas, że przekaże notatkę komuś kto zajmuje się zlecaniem wymazów, gdyż pań z tego działu nie ma jeszcze w pracy – wierzymy na słowo. W piątek 29.05 wreszcie odzywa się jako pierwszy sanepid. Znów zbierane są wszystkie dane, a po pytaniu o wymaz słyszymy, że ktoś może już się tym zajął, co pani ze mną rozmawiająca musi sprawdzić, bo nie ma aktualnie do tego wglądu i oddzwoni. Na obiecankach się skończyło.

Dzwonimy do sanepidu o 4:00 rano żeby w końcu się dowiedzieć czy ten wymazobus do mnie dotrze. Oczywiście, tradycji staje się zadość -pierwszą informację jaką chce od nas usłyszeć pan konsultant to to, czy mam wystawione L4. Na pytanie o wymaz nie potrafi odpowiedzieć, gdyż nie ma wglądu do tych danych i pewnie KTOŚ zlecił ten wymaz. Był pan na tyle uprzejmy, iż pofatygował się, by sprawdzić weekendowe listy wymazów, lecz ich nie znalazł i jedyne co mógł w tej kwestii zrobić to zostawić notatkę komuś z rannej zmiany. Swoją drogą bardzo ważny musi być ten KTOŚ skoro każdy w rozmowie ze mną się na niego powołuje i nikt nie jest na tyle kompetentny aby odpowiedzieć na podstawowe pytania.

W sobotę 30.05 mam telefon z sanepidu, że w końcu wymaz będzie przeprowadzony następnego dnia, a o wynik mam dzwonić po dwóch dniach. Jednocześnie zostałem poinformowany o przedłużeniu izolacji do 7.06 oraz pracownica gorliwie mnie zapewniała, że będą się starać do tego czasu ze wszystkim zdążyć. Od 2.06 próbuję się dodzwonić do sanepidu w celu poznania wyniku. Udaję się to 3.06 w godzinach popołudniowych – wynik negatywny, więc pozostaje powtórny wymaz oraz badanie członków rodziny. Pani informuje mnie, że zleci taki wymaz i 5.06 lub 6.06 wymazobus zjawi się u nas. Minął piątek, minęła sobota, a wymazobusa jak nie było, tak nie ma.

Zniecierpliwiony zaczynam dzwonić do sanepidu czy KTOŚ faktycznie zlecił taki wymaz, bo my wszyscy przebywający na izolacji czy też kwarantannie możemy polegać tylko na informacjach uzyskanych telefonicznie od pracownika sanepidu. Oczywiście telefony komórkowe nie odpowiadają, linia nie jest zajęta, operator informuje o tym, że abonent jest niedostępny dla nr 609 519 193, a pod nr 508 450 028 włącza się poczta głosowa. Gdy przyjeżdża patrol policji w celu skontrolowania kwarantanny uzyskuję informację, że przedłużono mi izolację do 15.06.

Nawet nikt z sanepidu nie raczył zadzwonić i poinformować mnie o tym. Widocznie nawet do tego ich kompetencje są niewystarczające. Pozostaje nadal czekać i próbować skontaktować się z sanepidem. Może wreszcie się to zakończy. Oczywiście, rozumiemy iż pracownicy sanepidu robią co mogą, ich siły mogą być niewystarczające, ale każdy jest słowa godzien i bynajmniej nie do policji należy powiadomienie o przedłużeniu kwarantanny, a do pracownika sanepidu. Cudownie, by również było żeby pracownik wywiązał się z danego słowa podczas rozmowy telefonicznej, skoro już jakimś cudem udało się nam dodzwonić. Mamy jednak wrażenie, że każda rozmowa z pracownikiem sanepidu to taka pro forma – pracownik mówi to, co przebywający na kwarantannie czy izolacji chce usłyszeć, a i tak robią swoje lub też jak kto woli – nie robią.

Jak myślicie, kiedy wreszcie wymazobus uwolni rodzinę z Czerwionki-Leszczyn?

Byłeś świadkiem jakiegoś wydarzenia? Chciałbyś nas o czymś poinformować? Chcesz pochwalić się swoimi działaniami?

Wioleta Grzybek

Współzałożycielka i członkini Stowarzyszenia Aktywni Społecznie ASy, redaktorka i administratorka wielu stron firm i instytucji w mediach społecznościowych. Dzięki platformom społecznościowym, takim jak Facebook, dociera do nowych odbiorców i potencjalnych klientów. Działa lokalnie na rzecz poprawy warunków życiowych i oświatowych mieszkańców Czerwionki - Leszczyn.