Samorząd bliżej mieszkańców – a polityka coraz dalej od realnych problemów
O petycjach, które miały zmieniać prawo, i o milczeniu tych, którzy mogą to zrobić.
Kilkanaście miesięcy temu premier polskiego rządu powołał zespół ds. deregulacji prawa, którego celem było ułatwienie życia i funkcjonowania przedsiębiorcom. Do tego gremium zaproszono wielu ekspertów i specjalistów z różnych dziedzin. To właśnie wtedy zrodziła się u mnie refleksja, że podobna inicjatywa jest pilnie potrzebna również w obszarze administracji publicznej – w szczególności w zakresie uproszczenia procedur i zmian prawa, które realnie poprawiłyby funkcjonowanie samorządów.
Z tej potrzeby, ponad rok temu, postanowiłem wnieść swój skromny, ale konkretny wkład w tę dyskusję. W ciągu 12 miesięcy złożyłem osiem petycji do organów państwa – Prezydenta RP, Rządu, Sejmu i Senatu – dotyczących kluczowych barier prawnych, z jakimi na co dzień mierzą się jednostki samorządu terytorialnego. Warto w tym miejscu podkreślić, że forma petycji nie jest przypadkowa: zgodnie z ustawą o petycjach, organ publiczny ma obowiązek udzielić odpowiedzi w terminie trzech miesięcy, co czyni ją narzędziem skuteczniejszym niż wiele innych form pisemnych postulatów.
Od blisko osiemnastu lat pracuję w samorządzie (jestem również radnym od ponad 7 lat). Nie z teorii, nie z analiz medialnych, ale z codziennej praktyki wiem, jak funkcjonują gminy, z jakimi barierami się mierzą i jak bardzo jakość prawa wpływa na życie mieszkańców. Właśnie z tej praktyki – a nie z politycznych ambicji – powstał pakiet ośmiu petycji skierowanych do organów państwa, dotyczących kluczowych obszarów funkcjonowania samorządu.
Choć petycje dotyczą różnych dziedzin – od decentralizacji władzy, przez procedury administracyjne, gospodarkę odpadami, po prawo mieszkaniowe – łączy je jeden wspólny cel: usprawnić działanie państwa tam, gdzie obywatele stykają się z nim na co dzień – w gminie, powiecie i województwie.
Samorząd nie jest problemem – problemem jest złe prawo!

Więcej samodzielności gmin – mniej centralnego sterowania
Pierwsza z petycji dotyczy wzmocnienia autonomii jednostek samorządu terytorialnego. Jej autor przypomina, że Konstytucja RP jednoznacznie wskazuje na zdecentralizowany ustrój państwa, w którym samorząd nie jest „podwykonawcą” administracji rządowej, lecz odrębnym elementem władzy publicznej, działającym na własną odpowiedzialność.
Tymczasem w praktyce coraz częściej dochodzi do sytuacji, w których kluczowe decyzje zapadają poza poziomem lokalnym, organy rządowe dysponują realnymi instrumentami blokowania działań gmin, a odpowiedzialność finansowa i społeczna spada na samorządy mimo braku realnej decyzyjności.
Petycja nie kwestionuje potrzeby nadzoru państwa. Postuluje jednak, aby ingerencja administracji rządowej miała charakter wyjątkowy i ograniczała się wyłącznie do kryterium legalności, a nie celowości czy uznaniowości.
Oczekiwany efekt to szybsze podejmowanie decyzji na poziomie lokalnym, większa odpowiedzialność samorządów oraz odbudowa zaufania mieszkańców do instytucji publicznych – bez zwiększania kosztów po stronie budżetu państwa.
Krótsze procedury administracyjne – koniec „blokowania” spraw
Druga petycja dotyczy przewlekłości postępowań administracyjnych, w szczególności w sytuacjach, gdy gmina zobowiązana jest do uzyskania uzgodnień lub opinii innych organów, takich jak regionalne dyrekcje ochrony środowiska, Wody Polskie czy wojewódzcy konserwatorzy zabytków.
Problem ten ma charakter systemowy. Choć Kodeks postępowania administracyjnego przewiduje terminy na zajęcie stanowiska, ich przekroczenie nie rodzi realnych skutków prawnych. W konsekwencji inwestycje, remonty i programy publiczne bywają wstrzymywane miesiącami, a odpowiedzialność – w oczach mieszkańców – spada wyłącznie na gminę.
Jako autor petycji proponuję w szczególności wprowadzenie zasady, zgodnie z którą brak stanowiska organu w ustawowym terminie oznacza jego zgodę, rozszerzenie stosowania instytucji milczącego załatwienia sprawy oraz realne wdrożenie zasady, że urząd nie żąda dokumentów, które sam może pozyskać z dostępnych rejestrów.
Oczekiwanym efektem tych zmian byłyby szybsze decyzje administracyjne, ograniczenie biurokracji oraz zmniejszenie frustracji mieszkańców i przedsiębiorców – bez obniżania standardów bezpieczeństwa czy ochrony interesu publicznego.
Pierwsza grupa postulatów dotyczy wzmocnienia autonomii jednostek samorządu terytorialnego. Konstytucja RP jasno mówi o decentralizacji władzy i samodzielności JST, jednak w praktyce obserwujemy proces odwrotny: coraz więcej decyzji zapada na poziomie centralnym, a samorządy sprowadzane są do roli wykonawców, bez realnego wpływu, ale z pełną odpowiedzialnością.
Efektem są:
- opóźnienia inwestycji,
- frustracja mieszkańców,
- przerzucanie kosztów i odpowiedzialności na gminy,
- osłabienie zaufania do państwa jako całości.
Proponowane zmiany nie burzą systemu. One go porządkują – przywracają sens zasadzie pomocniczości i odpowiedzialności.
Kolejne petycje dotyczą przewlekłości postępowań administracyjnych. Każdy samorządowiec wie, jak często inwestycje „wiszą” miesiącami na uzgodnieniach innych organów, które formalnie mają termin, ale faktycznie nie ponoszą żadnych konsekwencji jego przekroczenia.
Zaproponowane rozwiązania – takie jak milczące uzgodnienie czy realne stosowanie zasady „urząd sprawdza, zamiast żądać papierów” – to zdrowy rozsądek, który już funkcjonuje w niektórych obszarach prawa.
Ich rozszerzenie oznaczałoby:
- szybsze decyzje,
- mniej biurokracji,
- mniej konfliktów między urzędem a mieszkańcem.
Lokator, właściciel i gmina – system bez równowagi
Proponowane zmiany nie burzą systemu. One go porządkują – przywracają sens zasadzie pomocniczości i odpowiedzialności. Ostatnie trzy petycje złożone do organów państwa załączyłem poniżej:
Procedury, które blokują zamiast służyć.
Kolejna z petycji dotyczy zmiany przepisów regulujących ochronę praw lokatorów i procedury eksmisyjne. Jej celem nie jest likwidacja ochrony osób faktycznie potrzebujących, lecz przywrócenie równowagi między lokatorem, właścicielem i gminą. Wskazano w niej, że obecne regulacje w praktyce sprzyjają długotrwałemu niepłaceniu czynszu, prowadząc do wieloletnich zaległości, blokowania lokali, strat finansowych właścicieli oraz dodatkowych obciążeń dla gmin. Zaproponowano m.in. skrócenie okresu zaległości uprawniającego do wypowiedzenia umowy, ograniczenie automatycznego przyznawania lokali socjalnych przy rażących zaległościach oraz wprowadzenie szybszej, przyspieszonej procedury sądowej w sprawach oczywistych.
Kolejna petycja w obszarze mieszkalnictwa i finansów publicznych dotyczy zasad egzekucji należności wobec gmin i innych podmiotów publicznych. Wskazano w niej na paradoks polegający na tym, że całkowita ochrona minimalnego wynagrodzenia przed potrąceniami komorniczymi czyni egzekucję wielu należności faktycznie niemożliwą, nawet gdy dług wynika z wieloletniego uchylania się od obowiązków. Zaproponowano wprowadzenie ograniczonej egzekucji z minimalnego wynagrodzenia (do 25%) w przypadku należności publicznych oraz powiązanie kwoty wolnej od potrąceń z realnym minimum socjalnym, a nie z politycznie ustalaną płacą minimalną. Celem tych zmian jest przywrócenie proporcji między ochroną dłużnika a prawem gmin do odzyskania środków należnych całej wspólnocie samorządowej.
Segregacja odpadów: odpowiedzialność zbiorowa zamiast sprawiedliwości
Szczególnie jaskrawym przykładem niespójności systemu jest gospodarka odpadami w zabudowie wielolokalowej. Gminy odpowiadają za wyniki recyklingu i ponoszą kary finansowe, ale po najnowszych orzeczeniach sądowych pozbawione są realnych narzędzi egzekwowania obowiązków od konkretnych osób.
Efekt? Odpowiedzialność zbiorowa, wzrost opłat i społeczna frustracja. Petycja nie kwestionuje ochrony prywatności, lecz proponuje rozsądne, proporcjonalne narzędzia, które pozwolą wyważyć prawo do prywatności z obowiązkiem ochrony środowiska.
Polityczna cisza, która mówi bardzo wiele.
Większość z siedmiu petycji została przekazana również parlamentarzystom z okręgu wyborczego nr 30. I tu pojawia się największe rozczarowanie: żaden z nich nie uznał za stosowne odnieść się do tych spraw. Nie ma informacji, czy postulaty są zasadne, ważne, czy choćby interesujące.
To szczególnie uderzające, gdy zestawi się to z deklaracjami składanymi w kampaniach wyborczych, z hasłami o „wzmacnianiu samorządów” i z obecnością polityków przy otwarciach lokalnych inwestycji. Między słowami a czynami powstała wyraźna sprzeczność, zwłaszcza że parlamentarzyści dysponują realną inicjatywą ustawodawczą.
Ministerstwa: „macie rację, ale nic z tym nie zrobimy”
Część resortów branżowych odpowiedziała na petycje, przyznając wprost, że zawarte w nich postulaty są słuszne. Jednocześnie poinformowano, że nie są planowane prace legislacyjne w tych obszarach.
Trudno nie zadać w tym miejscu pytania: czy mamy do czynienia z oceną merytoryczną, czy raczej z polityczną arytmetyką i interesami poszczególnych ugrupowań? Bo z punktu widzenia obywatela i samorządu takie odpowiedzi oznaczają jedno – świadome utrzymywanie niesprawnego systemu.
Prezydent: słowa wsparcia bez decyzji
Z Kancelarii Prezydenta RP Karola Nawrockiego otrzymałem odpowiedzi na część petycji. Podkreślano w nich wagę zgłaszanych problemów, znaczenie głosu obywatela i deklarowano wsparcie dla inicjatyw zmierzających do usprawnienia państwa.
Są to ważne i potrzebne deklaracje, ale – jak dotąd – nie przełożyły się na konkretne działania legislacyjne, mimo że Prezydent RP posiada inicjatywę ustawodawczą.
Podsumowanie – osobiste, ale niestety konieczne.
Nie ukrywam rozczarowania. Brak zainteresowania polityków sprawami, które są dla mnie – jako wyborcy i samorządowca – realnie ważne, spowodował istotne zmniejszenie mojego zaufania. Na parlamentarzystów z mojego okręgu wyborczego nr 30 raczej już nie zagłosuję, właśnie ze względu na bierność i obojętność wobec tematów, które sami wcześniej uznawali za istotne.
Dziś polityka coraz częściej sprowadza się do komisji śledczych, medialnych potyczek, wpisów w mediach społecznościowych i sporów o to, kto bardziej przestrzega Konstytucji. Tymczasem państwo nie działa w studiu telewizyjnym ani na Twitterze – działa w urzędzie gminy, w decyzji administracyjnej, w systemie odpadów, w mieszkaniu komunalnym.
Zawiodłem się. I dochodzę do wniosku, że jeśli nie pojawią się sprawczy, kompetentni i naprawdę oddani sprawom publicznym politycy, to trzeba postawić na osoby nowe: aktywne, merytoryczne, doświadczone w realnym działaniu, a nie wyłącznie partyjnym.
Być może nadszedł moment, w którym wieloletni „partyjni działacze” powinni ustąpić miejsca ludziom, którzy wiedzą, jak działa samorząd – bo to właśnie tam bije codzienne serce państwa.

