Kto płaci za długi lokatorów? Państwo chroni dłużników, a rachunek trafia do mieszkańców

W Polsce narasta problem, o którym mówi się rzadko, a który dotyka niemal każdej gminy: nieściągalne długi wobec samorządów. Chodzi przede wszystkim o nieopłacone czynsze w lokalach komunalnych, lokalne podatki, opłaty i należności publiczne. Skala zjawiska jest ogromna – liczona w dziesiątkach miliardów złotych – a jego skutki odczuwają nie dłużnicy, lecz uczciwi mieszkańcy.
17,5 miliarda złotych, których gminy nie mogą odzyskać
Z danych w oficjalnych statystykach wynika, że:
- łączna kwota zobowiązań mieszkańców i firm wobec samorządów przekroczyła 17,5 mld zł,
- długi te dotyczą ok. 588 tys. dłużników,
- 99% zaległości to długi konsumenckie, czyli zwykłe czynsze, podatki lokalne, opłaty i mandaty.
Największe zaległości występują w:
- woj. mazowieckim – ok. 2,2 mld zł,
- woj. śląskim – ok. 2,1 mld zł,
- woj. dolnośląskim – ok. 1,6 mld zł.
To pieniądze, które powinny trafiać na:
- remonty mieszkań komunalnych,
- drogi, transport publiczny i infrastrukturę,
- szkoły, żłobki i usługi społeczne.
Poniżej moja petycja do organów państwa w tym temacie.
Długi lokatorów komunalnych: problem strukturalny
Dane GUS i opracowania branżowe pokazują, że:
- zaległości lokatorów mieszkań komunalnych już kilka lat temu przekroczyły 4 mld zł i stale rosną,
- w wielu gminach ponad 40% lokatorów komunalnych ma zaległości czynszowe,
- średnie zadłużenie jednego lokatora liczono w kilku–kilkunastu tysiącach złotych.
Nie są to więc incydenty, lecz zjawisko masowe, które destabilizuje finanse lokalne.
Samorządy same toną w długach
Jednocześnie:
- zadłużenie podsektora samorządowego wynosi ok. 121 mld zł,
- tylko w jednym roku wzrosło o 8 mld zł (ok. 8%).
Gminy muszą się zadłużać, bo:
- nie odzyskują własnych należności,
- muszą realizować ustawowe zadania,
- rosną koszty energii, usług i utrzymania infrastruktury.
W efekcie długi nielicznych obciążają całą wspólnotę.
Dlaczego prawo blokuje egzekucję?
Kluczowy problem tkwi w przepisach Kodeksu pracy. Obecnie:
- od 1 stycznia 2026 r. minimalne wynagrodzenie wynosi 4 806 zł brutto,
- kwota wolna od potrąceń w egzekucji niealimentacyjnej to ok. 3 605,85 zł netto,
- z pensji minimalnej nie można potrącić ani złotówki, nawet na długi wobec gminy.
Tymczasem:
- minimum socjalne dla osoby samotnej (I kw. 2025 r.) wynosi 1 862,87 zł netto.
Oznacza to, że prawo:
- chroni dochód znacznie wyższy niż realne minimum potrzebne do życia,
- całkowicie blokuje skuteczną egzekucję należności publicznych,
- sprzyja trwałej bezskuteczności postępowań.
Emeryt zapłaci, pracujący nie – systemowa niesprawiedliwość
System jest dodatkowo wewnętrznie niespójny:
- z emerytury lub renty można potrącić do 25% świadczenia,
- często łatwiej ściągnąć dług od emeryta niż od osoby pracującej na minimalnej pensji.
To narusza zasadę równości i zdrowy rozsądek.
Prosta propozycja zmiany prawa
Złożona petycja proponowała rozwiązania umiarkowane i racjonalne:
- możliwość potrącania do 25% minimalnego wynagrodzenia przy długach wobec podmiotów publicznych,
- powiązanie kwoty wolnej od potrąceń z minimum socjalnym, a nie z płacą minimalną,
- ujednolicenie zasad egzekucji z wynagrodzeń i świadczeń emerytalno-rentowych.
To rozwiązania:
- legislacyjnie proste,
- niewymagające przebudowy systemu,
- nieobciążające budżetu państwa,
- poprawiające skuteczność egzekucji i funkcję prewencyjną prawa.
Odpowiedź państwa: brak zmian
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (powyżej odpowiedź) stwierdziło, że nie trzeba nic zmieniać, natomiast Komisja petycji z Senatu RP nawet nie uzasadniła dlaczego odrzuciła petycję z powodów „nieznanych” (mam obawy czy wogóle senatorowie to czytają?):( Tutaj nagranie z posiedzenie komisji senackiej (od 13:46:30 min): Senat Rzeczypospolitej Polskiej – Transmisja
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej uznało, że:
- przepisy mają charakter ochronny,
- minimalne wynagrodzenie jest szczególnie chronione,
- nie planuje się żadnych zmian.
Podobne stanowisko zajął Senat Rzeczypospolitej Polskiej, którego Komisja Petycji w styczniu 2026 r. jednogłośnie zdecydowała o niepodejmowaniu prac nad petycją.
Nie odniesiono się jednak do faktu, że:
- 17,5 mld zł pozostaje poza zasięgiem samorządów,
- brak egzekucji zwiększa zadłużenie gmin,
- koszty długów ponoszą uczciwi mieszkańcy.
Kto naprawdę za to płaci?
Jeśli gmina nie odzyska pieniędzy:
- ogranicza remonty mieszkań komunalnych,
- podnosi opłaty lokalne lub zadłuża się,
- tnie inwestycje i usługi publiczne.
W praktyce oznacza to jedno:
za długi nieuczciwych płacą wszyscy pozostali.
Wniosek: prawo chroni dłużników, nie wspólnotę
Petycja nie była atakiem na osoby ubogie. Była próbą przywrócenia równowagi między ochroną minimum egzystencji a odpowiedzialnością finansową wobec wspólnoty.
Państwo uznało jednak, że obecny system jest „wystarczający”. Problem w tym, że ten system kosztuje lokalne wspólnoty miliardy złotych rocznie – i bez zmian prawa będzie kosztował jeszcze więcej.
Czy instytucje Państwa naprawdę nie widzą problemu? Czy Samorządy mogą użyć innych instrumentów i narzędzi oraz szerszego uzasadnienia, aby w końcu ktoś rozważył zmianę przepisów w tym zakresie…?

